Dziś coś na poprawę humoru i rozładowanie negatywnych emocji. Nie musi być zawsze poważnie, prawda?

1.
Jedzie sobie młode małżeństwo samochodem. Przejeżdżają obok „tirówek”. Żona pyta: – Kochanie, co tu robią te panie i to tak ubrane? – One zarabiają na nierządzie. – A co to znaczy? – Robią ludziom przyjemności za pieniądze. – A dużo można na tym zarobić? – Oj, bardzo dużo, kochanie. – To może i ja bym stanęła? W końcu dopiero co się dorabiamy, auto na spłacie, a czasy takie niepewne… Mąż unosi brwi ze zdziwienia: – No, jak ty nie masz nic przeciwko, to ja też się zgadzam. – A co muszę zrobić? – pyta żona – Stań tu, ja stanę 100 metrów dalej. Jak podjedzie klient,to powiedz „stówa” i rób co trzeba. W razie wątpliwości mów, że musisz porozmawiać z menedżerem i przybiegnij do mnie. – Ok. Żona staje, stoi 5 min. Zatrzymuje się merol. Żona podchodzi, a kierowca pyta: – Ile? – Stówa. – Ale ja mam tylko siedem dych. – Poczeka pan. Muszę porozmawiać z menedżerem. Żona biegnie do męża i pyta: – Józek, ale on mówi, że ma tylko 7 dych. Zrobić to? – Nie kochanie, nie możemy od razu robić zniżek. Powiedz mu, że za 70 to mu weźmiesz do ręki. Żona biegnie z powrotem i mówi, że zrobi ręką za siedem dych. Gość się zgadza, wyciąga aparaturę. Oczom żony ukazuje się ogromny instrument długi,aż do kolana klienta. Żona wytrzeszcza oczy i mówi: – Muszę porozmawiać z menedżerem. Biegnie zdyszana do męża i woła: – Józek nie bądź świnia! Pożycz mu te trzy dychy!
2.
Kowalski mówi do żony: – Kochanie, a może napiszemy list do bociana? Żona na to: -A czym, jak twoje pióro nie pisze?
Miłego dnia ;-)