Zbliża się grudzień, więc ludzie zaczynają organizować różnego rodzaju zbiórki rzeczy i paczki dla tych, którzy potrzebują pomocy. Często słyszymy, że w supermarketach będą wystawione wózki, do których można wrzucać różnego rodzaju produkty, najlepiej z długą datą ważności, przez co możemy pomóc innym. Takich ludzi potrzebujących pomocy jest bardzo dużo, czasem sobie nawet nie zdajemy z tego sprawy. Lubię pomagać, kiedy jestem pewna, że moja pomoc naprawdę trafi do osób, które jej potrzebują.

O Szlachetnej Paczce słyszałam już dawno, ale dopiero w tym roku postanowiliśmy  z mężem wziąć udział w tej akcji. Mąż w pracy dowiedział się o pewnej jedenastoosobowej rodzinie, która potrzebuje pomocy. Potrzebne jest wszystko, od takich przyziemnych rzeczy, po zabawki, które mają spełnia marzenia dzieci. Rodzinie brakuje skarpet, butów, a dzieci marzą o książkach edukacyjnych, ciastolinie, kapciach i tego typu rzeczach. W środę pojedziemy na zakupy i zrobimy małą paczkę tej rodzinie. Pani, która pośredniczy w pracy męża, w całej tej akcji, aż się popłakała, bo nie wiedziała, że znajdą się ludzi, którzy zechcą pomóc, a my nie jesteśmy jedyni.

Nieraz spotkaliśmy się z osobami, które chodzą po domu i proszą o pomoc. Często takie osoby zbierają pieniądze na jakieś fundacje, albo dla swoich bliskich, prywatnie, bo życie potoczyło się tak, a nie inaczej. Właśnie przypomniała mi się pewna sytuacja. Było to kilka lat temu. Wybieraliśmy się z mężem chyba na jakieś urodziny. Elegancko ubrani, już mieliśmy wychodzić, kiedy nagle ktoś zapukał do drzwi. Była to drobna kobieta z chłopcem. Prosiła o pomoc, o coś do jedzenia, bo nie ma nawet z czym dzieciom kanapek do szkoły zrobić. Powiedzieliśmy, że nie możemy pomóc, bo nie mamy takiej możliwości. To był odruch i przyzwyczajenie, że każdy kto chodzi po domach, to prosi o pieniądze. Zamknęliśmy drzwi, ale coś nam nie dawało spokoju. Ta Pani nie prosiła o pieniądze, tylko o jakąkolwiek pomoc. Mąż przypilnował, kiedy ta kobieta będzie schodziła z góry i zawołał ją do środka. Decyzja była szybka i jednogłośna. Zapytałam się, czy syn jest głodny, ale Pani powiedziała, że jadł, że nie ma z czym zrobić dzieciom kanapek do szkoły, że brakuje jej na jedzenie (dopiero w tym momencie o tym wspomniała), bo została z dziećmi sama i straciła pracę. Dałam tej Pani co mogłam i zrobiłam jeszcze kanapki, mimo, że chłopiec nie był głodny. Jak się chwilę później okazało, kiedy wyszli z naszej klatki, syn tej kobiety wcinał kanapki, bo widocznie wstydzili się powiedzieć, że chłopiec nic nie jadł. Zdecydowaliśmy się pomóc, bo ta pani prosiła głównie o jedzenie. Potem wspomniała, że jej brakuje na najpotrzebniejsze rzeczy. Robiło się już coraz zimniej, a chłopiec był w dziurawych butach, w których palce mu już wychodziły. Jakiś czas póżniej robiłam w domu porządki. Znalazłam czapkę, szalik i rękawiczki, w których wiedziałam, że nie będę już chodziła. Zostawiłam je na boku. Kiedy ta Pani znowu nas odwiedziła, dałam jej ten komplet dla córki. Nie mogła się nadziwić, że taki ładny, ciepły i niezniszczony. Cieszyła się bardzo i dziękowała za pomoc.

Zdaliśmy sobie z mężem sprawę, że kiedy można, to warto pomóc, bo nigdy nie wiadomo, czy kiedyś my nie będziemy w podobnej sytuacji.