Jeszcze kiedy byłam dzieckiem, mieliśmy sąsiada, który wiecznie po domu chodził w slipkach. Starszy facet, ale wysoki. Kiedy więc rodzice wysłali mnie po coś do Pana X. przeżywałam katorgę. Podchodzę do drzwi i myślę, co tu zrobić, żeby ukryć rumieniec, który zawsze się pojawiał w nieodpowiednich momentach. Jeden głęboki oddech i pukam, przecież wiecznie tak stać nie będę. Otwiera pan X. oczywiście, tak jak się spodziewałam, w slipkach. A że ja byłam dzieckiem, sąsiad był wysoki, mój wzrok sięgał do poziomu jego męskości. Podnoszę oczy wyżej, chcę ukryć zażenowanie. Załatwiam, co mam załatwić i w nogi, byle jak najdalej. Daleko  jednak nie dało się uciec, bo mieszkaliśmy na tym samym piętrze. Modliłam się, żeby długo sąsiada nie widzieć.

W moim młodym wtedy jeszcze umyśle, pozostała jakaś trauma, niewyobrażalny stres, przed następnym zapukaniem w czyjeś drzwi. Nigdy nie wiadomo, kto i w jakim stroju mógł mi otworzyć. Lata leciały, ja dorastałam, ale chyba nigdy nie przyzwyczaiłam się do widoku obcego mężczyzny w slipkach. Nie ukrywajmy, jest to dość krępujący widok. Co innego na basenie, ale tak prywatnie?

Przyszedł czas, że poznałam mojego teraz już męża. Kupiliśmy mieszkanie i przeprowadziliśmy się, również do bloku, ale nie pomyślałam, że sytuacja może się powtórzyć. Jakie było moje zaskoczenie, kiedy już jakiś czas po zapoznaniu się z sąsiadami, pukam, a sąsiad otwiera mi w slipkach? Wtedy byłam już dorosłą kobietą, mężatką, a tu sytuacja się powtarza. No kurka flak, co jest grane? Myślę sobie, ale udaję, że nie widzę, nie patrzę. Staram się przynajmniej, ukryć kolejny raz zażenowanie, bo jakby nie było, to troszkę krępujące. Sąsiad twierdzi, że jest u siebie, więc może chodzić ubrany, jak chce. Zgadzam się, ale otwierać komuś drzwi mógłby w kompletnym stroju. Moja trauma z dzieciństwa dała o sobie znać po latach, kiedy njamniej się tego spodziewałam.

Po korytarzu może chodzić każdy, a wiadomo, jacy są ludzie. Coś zobaczą, coś sobie wyobrażą i dodadzą coś od siebie. Tak powstają plotki, a tego chciałam uniknąć. Przyszłam do domu, powiedziałam mężowi o całej sytuacji, jak przykładna żona, żeby nie było, że coś przed nim urywam. Mąż skwitował to krótko, „Czemu jemu nigdy sąsiadka w majtkach nie otworzyła?” Od tej pory zaczęliśmy się śmiać z całej sytuacji, ale gdzieś jednak lekkie skrępowanie zostało. Powiedziałam sąsiadowi, że kiedyś mu otworzę drzwi w staniku i w sringach, jak jest taki mądry!

Tak się zastanawiam nad tym, co mi się przydarzyło. Rozumiem, że ludziom może być ciepło, że dobrze jest wietrzyć co nieco, ale żeby tak klejnoty na widok publiczny wystawiać? To to prawie ekshibicjonizm! ;-)