W ostatnich dniach pogoda była iście wiosenna. Słońce świeciło, ptaki ćwierkały, chodniki były suchutkie, a i kwiatki w ogródkach rosną. Wychodząc z domu czuło się zmianę w powietrzu. Temperatura w plusie, dochodziła nawet do 10 stopni, więc wyciągnęłam z szafy wiosenną kurtkę, żeby czasem ta wiosna się nie rozmyśliła.

Dziś się budzę, a termometr wskazuje 0 stopni. No kurka flak, a już było tak fajnie. Plany na dzisiaj mieliśmy, kości na rowerach rozruszać chcieliśmy, bo szkoda marnować takiego pięknego dnia. Ja jednak odczuwam każdą zmianę pogody. W ubikacji kibel się „poci”, kiedy ma być zmiana za oknem, a ja kiedy zmiana nadejdzie męczę się z bólem głowy. Siedzę jak taki borok w domu i nic mnie nie cieszy, nic się nie chce. Łapiąc się za głowę kołyszę się delikatnie, aby ból minął, leżeć też wtedy nie potrafię. Tabletkę biorę w ostateczności. Wczoraj właśnie byłam już do tego zmuszona. Pogoda za oknem piękna, a ja się męczę. Miał być aerobik, ale po wzięciu tabletki, nic mi się nie chciało, jakoś tak opadłam z sił.

Człowiekowi czasem nie chce się dupska ruszyć z fotela, ale kiedy już to zrobi, to zadowolony jest, że się jednak zmobilizował. Tak było wczoraj. Mąż wyciągnął mnie na długi spacer. Chęci nie było, ale poszliśmy. Z jednej strony szkoda mi było tej pogody. Poszliśmy przez tory, dalej lasem i na domki, gdzie jest spokój i cisza. Pooglądaliśmy, gdzie co się zmieniło idąc szybszym krokiem, żeby się się lepiej rozruszać. Na polach było bardzo dużo kretowin. Podobno to świadczy o tym, że zimy już nie będzie, ale wolę się za w czasu tak nie cieszyć, żeby mnie ona potem nie zaskoczyła ;) Idziemy dalej drogą, na której nie długo ma powstać obwodnica. Już za chwilę, nie będziemy tam mogli chodzić na spacery, a miejsce było ciche, spokojne, nieruchliwe, w sam raz na przechadzki. Po prawej stronie same pola, po lewej domki, niektóre nowo wybudowane. Eleganckie, z tarasami, dużym placem, a gdzieś w oddali słychać ruch samochodów. Idziemy dalej i znów przechodzimy przez tory, ale z drugiej strony, w kierunku domu. Zaczyna się ściemniać, w brzuchach nam burczy. Wracamy na kolację i gorącą herbatę, przyjemnie zmęczeni.

Zastanawiam się, czy ta zima jeszcze przyjdzie, czy wiosna już nas na dobre wita?