Wiem po sobie, jak to jest z tą motywacją. Tyle razy sobie obiecywałam, że zacznę ćwiczyć, że ograniczę słodycze, że zacznę jeść regularnie, ale… no właśnie, tych „ale” było coraz więcej. Zawsze znalazło się jakieś wytłumaczenie, że dziś tak bardzo mi się nie chce, bo się nie wyspałam, że mam zły humor, że boli mnie róg dupy. W końcu powiedziałam DOŚĆ! Nie było łatwo. Po pierwszych ćwiczeniach zakwasy były okropne, bolało wszystko, ruszałam się jak robot. Zrobiłam sobie przerwę, bo to był tylko wstęp. Kiedy już mięśnie zaczęły się regenerować, wróciłam do ćwiczeń, a dokładniej zaczęłam od początku. Czasem jeszcze ból się pojawił, ale starałam się go przezwyciężyć, bo wiem, że jak na dłużej sobie odpuszczę, to znowu zostanę w czarnej dupie sporych rozmiarów, która faluje przy każdym poruszaniu się.

Kilka razy już pisałam, jakie ćwiczenia wykonuję. Codziennie Metamorfoza z Ewą Chodakowską, która podczas ćwiczeń, próbuje mnie zmotywować swoimi słowami, lecz to drażni, a nie motywuje. No ale cóż, skupiam się na ćwiczeniach. Ćwiczę już 16 dni. Na razie spadło mi tylko 0,5 kg. Wiem, że wagę powinnam odstawić, ale coś mnie do niej ciągnie. Sprawdzam, kontroluję, ale cyferki bardzo wolno się zmieniają. Zrobiłam też sobie zdjęcia w bieliźnie, bo podobno to najlepszy sposób, na dostrzeżenie efektów, które powinny się pojawić już po miesiącu regularnych ćwiczeń. Zobaczymy.

Do tego w poniedziałki i środy jeżdżę na aerobik. Oj, też dostaję tam niezły wycisk. Kiedy nie mam aerobiku, jeżdżę w domu na rowerku. Wczoraj padła godzinka, dodatkowo czytając książkę, czyli łączę przyjemne z pożytecznym. Powiedziałam sobie w końcu, że mam tego dość, że wreszcie  chcę, coś z tym zrobić. Nie było to łatwe, bo ciężko się ćwiczyło, brakowało siły, nie chciało się. Pamiętam, jak ćwicząc Metamorfozę, kilka razy chciałam zrezygnować. Już wyłączałam komputer, ale…wracałam. Z czasem było coraz łatwiej i lepiej. Teraz ćwiczenia weszły mi w nawyk i choćbym nie miała za bardzo czasu, ćwiczenia z Ewą każdego dnia muszą być. Pokus jest dużo, chociażby mąż. Wystarczy, że wspomnę tylko słowem, że mam dziś lenia, a mąż już kusi, żebym sobie odpuściła, ale się nie daję.

Nie piszę tego dlatego, żeby się pochwalić, bo nie mam jeszcze czym się chwalić. Piszę to, żeby Was zmobilizować, bo wiem, że jest wiele osób, które chcą, ale na chceniu się kończy. Albo ciężko się zabrać za ćwiczenia albo czekamy konkretnie na sezon rowerowy ;) , a przecież możemy zacząć już dziś. Kiedy Wam o tym piszę, sama siebie również mobilizuję i piszę to, bo wiem, że można, jeśli się chce.

Co masz zrobić jutro, zrób dzisiaj, bo każda wymówka jest dobra!

*Zdjęcie z http://szczere-recenzje.pl/total-fitness-ekstrafigura-w-4-tygodnie-ewy-chodakowskiej/928/