Dobrze jest czasem odpocząć trochę. Pobyczyć się z książką w ręku i myśleć o niebieskich migdałach. Tak mniej więcej wyglądał mój urlop od bloga. Wprawdzie do końca nie wyszło to tak, jak chciałam, bo czasem komentowałam Wasze blogi, bałam się dużych zaległości. Chciałam trochę odpocząć, ale też wykorzystać ten czas na wiosenne porządki, jak to się ładnie mówi ;)

W czwartek rano, wtargnęłam do sypialni, pełna energii i natchnienia na sprzątanie. Wywaliłam wszystko z komody i złapałam się za głowę. Tyle tego jest?- myślałam, ale jak się zmobilizuję, to nic mnie nie powstrzyma i dawaj zabieram się za robotę. Szmata w ruch, żeby najpierw wszystko przetrzeć, potem segregacja. Reklamówka już przygotowana. To do komody, to do…hasioka. Krótka piłka, za mało mam miejsca, żeby się o zastanawiać dłużej, czy jakąś rzecz zostawić, czy nie. Pewnie, gdybym się zastanawiała, to bym ją upchnęła gdzieś i tak leżałaby nie wiadomo ile, nie ruszona nawet. Dlatego już od jakiegoś czasu systematycznie robię takie porządki, ale tylko u siebie, bo jakbym Kogutowi coś wyrzuciła, to jak to kogut, wściekłby się i pozamiatane. Wojna w kurniku gotowa ;) Na półkach Męża jedynie pościerałam i ułożyłam ciuchy na nowo. Po sprzątnięciu komody zabrałam się za szafę. Jak się czasem zawezmę, to raz dwa i porządek zrobiony. Jadę z tym koksem jak burza, ale teraz to przynajmniej jakoś wygląda.

Poza tym ćwiczenia, ćwiczenia i jeszcze raz ćwiczenia. Urlop miał być przecież tylko od bloga. Nie ma litości! Fajnie się puchło, to teraz trzeba ponieść konsekwencje. „Cierp ciało, jak żeś chciało” :) Moja waga poszła do góry, co bardzo mnie martwi. Poczytałam trochę na ten temat i to może rzeczywiście od złej diety :(

No, to tyle na dziś. Mam nadzieję, że czytamy się jutro? ;)

 

*Zdjęcie z www.lubimyczytac.pl