Kiedy miała 18 lat, myślała, że wreszcie będzie mogła decydować o sobie, że coś się zmieni, ale nic się nie zmieniło. Kłótnie pomiędzy rodzicami i z rodzicami były coraz częściej. Z rodzeństwem też różnie bywało. Ze starszą siostrą nigdy nie miała dobrego kontaktu. Ona miała swoje życie, swoje koleżanki, w końcu między nimi było 6 lat różnicy. Kiedy zdarzyło się, że rodziców nie było, siostra miała pilnować rodzeństwa, tylko role Jej się myliły i bawiła się w ich Matkę. Rządziła się na każdym kroku, a do rodzeństwa zwracała się mówiąc ogólnie „dzieci”. Była starsza i więcej mogła.

Z młodszym bratem za to miała lepszy kontakt. Jeszcze jako dzieci trzymali się razem. Kiedy jedno coś zawiniło, drugie zaraz o tym wiedziało. Kryli się nawzajem. Wiadomo, jak to dzieci czasem coś nabroiły. Niekiedy przez przypadek, a niekiedy psoty w głowach ich się trzymały. Dużo ze sobą rozmawiali i te chwile były dla niej bardzo ważne. Czuła, że ma w bracie oparcie. Różnica wieku miedzy nimi to tylko dwa lata, więc może dlatego tak dobrze się dogadywali?

Z czasem wszystko zaczęło się zmieniać. Ona odsuwała się na bok nawet od domowników. Nie lubiła żartów na swój temat, bo nie umiała ich przyjmować. Przed blokiem dzieci często się z niej śmiały, więc ciężko jej było śmiać się z samej siebie. Przez to oddalili się z bratem. On wygłupiał się ze starszą siostrą, a Ona była z boku. Z czasem i Oni zaczęli się z niej śmieć, że nie zna się na żartach. To Ją chyba jeszcze bardziej bolało.

Rodzice z Nimi nigdy nie rozmawiali. Nawet nie chcieli powiedzieć ile mają lat, kiedy wzięli ślub. O dalszej rodzinie też mało im opowiadali. Kiedy była starsza i ktoś zapytał się Jej, w jakim wieku są Jej rodzice, myślała, że spali się ze wstydu. U nich w domu o takich rzeczach się nie rozmawiało. Były tylko zakazy, nakazy i obowiązki. Pamiętała dobrze, jak kiedyś mama wyzwała ją od zdziry. Było to zimowym popołudniem, kiedy Ona wracała od koleżanki. Jej Mama przyjechała wtedy po kilku dniach spędzonych w swoich rodzinnych stronach. U Jej siostry w pokoju były koleżanki, a na klatce schodowej stała z psem sąsiadka. Dochodziła do klatki, kiedy nagle z okna pokoju siostry Jej Mama krzyczy: „Gdzie się szlajałaś zdziro. Ja tu z walizką przyjechałam i nie miał mi kto pomóc, a ty sobie o tej godzinie gdzieś łazisz”. Zatrzymała się, bo Ją aż zatkało. Nie wiedziała, czy ma się wracać byle gdzie czy jednak iść do domu. Po zastanowieniu się, doszła do wniosku, że nie miałaby gdzie pójść i wróciła do domu. Sytuacja była bardzo napięta. Chciała uciec z domu, była już spakowana, a nawet próbowała się pociąć, potem połknąć jakieś tabletki, ale…brakowało Jej odwagi. Stchórzyła. W końcu doszło do tego, że zaczęła wagarować. Więcej Jej nie było w szkole, niż była. Dalej szło już lawinowo. Coraz więcej nieobecności, kłopoty w szkole, stres, co teraz, jak to naprawić i znów pytanie: Czy da radę? Przecież sobie nie poradzę, wpakowałam się po uszy i nie wiem, jak z tego wybrnąć. Teraz już wszystko pozamiatane. Jestem do niczego- myślała. Przeniosła się do innej szkoły, dwuletniej, którą jakimś cudem skończyła w rok. Chyba nauczyciele Jej szli na rękę. Poszła dalej do szkoły. Pochodziła ponad rok, ale jej problemy trwały nadal. Wagary i nie tylko. W końcu zrezygnowała.

Poznała chłopaka. Szybko przypadli sobie do gustu i zaczęli planować swoją przyszłość. Miała na nią plan, jednak życie pokazało Jej, że nie można takich rzeczy planować, bo i tak wszystko może się inaczej ułożyć. Po jakimś czasie kupili mieszkanie. Było ono do remontu. Uporządkowali je i On już tam mieszkał.

Wyjechali na kilka dni, a gdy wrócili, jak zwykle pokłóciła się z Matką. Miała już tego dość. Napisała do Niego i zdecydowali, że jutro on po nią przyjeżdża i zamieszkają razem. Spakowała więc znowu swoją torbę, najpotrzebniejsze rzeczy i następnego dnia wyszła bez słowa. Nie mówiła nawet dokąd idzie, czy wróci i kiedy. Po prostu wyszła. Długo nie miała kontaktu z rodzicami. Mama też się pierwsza nie chciała odezwać. Mieszkanie było do remontu, ale stary tapczan poprzednia właścicielka zostawiła, więc mieli na czym spać. Warunki jak za starych dobrych? czasów. Pralka frania pożyczona, troszkę mebli w kuchni zostało, więc nie było źle. Był spokój i to się liczyło.

Po jakimś czasie zaczęły się z Mamą do siebie odzywać. Kiedy powiedzieli rodzicom, że chcą się pobrać, Tata zaczął przesłuchanie, a Ona zapytała Mamę, czy do ślubu ma wyjść z rodzinnego domu, czy z nowego mieszkania? Stanęło na rodzinnym domu, a do rozmowy nigdy nie wróciły. Ślub się odbył, ale nie bez problemów. Chociażby takich, że Jej Tata w ogóle nie brał pod uwagę Jej zdania, ich zdania. Przecież On „wie lepiej”!

Dziś, On i Ona mieszkają sobie sami, dochodząc do wniosku, że i tak za blisko się wyprowadzili. Ona dalej ma mało wiary w siebie, mało pewności siebie. Najpierw o wszystkim myśli, że nie da rady, że przecież Ona się do tego nie nadaje, że sobie nie poradzi. Jest wrażliwa i uległa, często dla świętego spokoju macha na coś ręką. Boi się wypowiadać swojego zdania i go obronić. Brak Jej siły i wiary w siebie, poczucia, że jest coś warta, że też jest ważna. Jej samoocena bardzo spadła.

Ta historia toczy się do dziś, ale kiedyś trzeba ją skończyć opowiadać, bo kto by chciał ją czytać?