Jak niektórzy już wiedzą, jestem katoliczką praktykującą i nie będę tego ukrywała. Nie raz już pisałam na temat Kościoła, więc moje zdanie jest wielu z Was znane. Może ktoś pomyśleć, że uważam się za katoliczkę, a się buntuję. Ale to, że chodzę do kościoła nie musi oznaczać, że ze wszystkim mam się zgadzać. Chociaż tego by pewnie ode mnie oczekiwano.

Jest Kościół i kościół. Kościół przez duże „K”, to wierni, którzy tworzą wspólnotę, a kościół przez małe „k”, to sam budynek. Kiedy więc idę do kościoła, mam świadomość tego, gdzie się znajduję i jak powinnam się zachować. Bo są miejsca, takie jak kościół, gdzie nie wejdę z gumą w buzi, czy z włączonym telefonem. Nie wezmę też do kościoła ciekawej książki, żeby siedząc w ławce ją czytać, zamiast słuchać kazania. Nie zabiorę również jedzenia, na przekąszenie, bo kościół, to nie bar, ani jadalnia. To miejsce, gdzie powinno się odpowiednio zachować, tak samo jak np. ważne instytucje itp. Takiego zachowania uczyłabym również swoje dzieci. Staram się nie narobić sobie wstydu, zachować się odpowiednio do miejsca, w jakim się aktualnie znajduję.

Stoję podczas Mszy św. i moją uwagę odciąga jakiś szmer. Staram się nie zwracać na to uwagi, ale kiedy słyszę go po raz drugi i trzeci, dyskretnie spoglądam w stronę, z której ten szmer dochodzi i co widzę? Rodziców z dzieckiem, które zajada się chrupkami, bo godzinki w kościele nie może wytrzymać? Ludzie przynoszą dzieciom ciastka, soczki i inne przekąski i podają podczas Mszy św., bez żadnego skrępowania. Jakby to było coś normalnego.

Innym razem widzę dziecko, któremu rodzice przynieśli zabawki. Dziecko siedzi z rodzicami przede mną w ławce i bawi się traktorkiem, takim troszkę większym i chyba czterema autkami. Jeździ sobie ten chłopczyk tymi samochodzikami po oparciu ławki, która jest przed nim, naśladując przy tym odgłosy aut. Rodzice nie reagują, bo uważają, że nic się nie dzieje, a ludzie w ławce nie wiedzą już, co mają zrobić i jak się zachować, bo odsunąć się  też już nie mieli gdzie.

Odnoszę wrażenie, że niedługo rodzice zaczną dzieciom do kościoła nosić laptopy, żeby dziecka tak nie stresować, a czymś zająć. A może jeszcze im przyniosą nocniki, żeby czasem jak wyjdą do ubikacji z dzieckiem, ktoś im miejsca nie zajął? Nie wiem już, o co w tym wszystkim chodzi, ale uważam, że tą godzinkę w kościele dziecko by wytrzymało bez zabawek i jedzenia,  a rodzice również potrafili by sobie z dzieckiem poradzić.

*Zdjęcie z Wikipedii.

DOPISEK!

W odpowiedzi na wszystkie negatywne komentarze!

Tak pięknie posługujecie się cytatami z Pisma Św.: „Pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie” itp. Owszem zgodzę się, ale to nie oznacza Róbta co chceta. Czy nie uczono nas, aby w kościele zachowywać się przyzwoicie, bo jesteśmy w Domu Bożym? Przychodzić do kościoła, to nie oznacza szaleć. NIE JESTEM PRZECIWNA DZIECIOM W KOŚCIELE, tylko głośnemu i nieodpowiedniemu zachowywaniu się oraz braku reakcji ze strony rodziców, bo czy w domu tez na wszystko dzieciom pozwalacie?

Jeśli dziecko jest niepełnosprawne, wiadomo, że rodzice nie mają wpływu na jego zachowanie, ale jeśli dziecko jest zdrowe, to nie oznacza, że można mu na wszystko pozwalać, to przeszkadza nie tylko ludziom, ale i księdzu prowadzącemu Mszę św. Jeśli są specjalne salki dla dzieci, korzystajcie z nich. Nikt DZIECI Z KOŚCIOŁA NIE WYGANIA, ale uczcie też dziecko odpowiedniego zachowania, bo nie sposób jest skupić się na modlitwie, kiedy słyszy się ciągłe hałasy. To jest prośba! Chcecie zrozumienia? Wykażcie trochę szacunku do miejsca, w jakim się znajdujecie.

Jeśli ktoś przychodzi na Mszę dziecinną, niech nie narzeka, że dziecko płacze, czy pyta, co się aktualnie dzieje, ale też Msza dziecinna nie jest przyzwoleniem, na robienie z kościoła baru, kawiarni, placu zabaw, czy też jeszcze innego miejsca, gdzie można jeść i głośno się zachowywać.

Jeśli już ktoś czyta jakiś tekst i chce go skomentować, niech się najpierw upewni, że dobrze go zrozumiał, bo wszelkie obraźliwe komentarze, dotyczące mnie bądź innych komentujących będą usuwane! Mam nadzieję, że czytają to ludzie dorośli, których jednak stać na kulturalną rozmowę, a nie wyzwiska i ubliżanie innym.