ZakupyJak sam tytuł mówi, chyba mnie coś zaraz trafi, ale od początku. Kiedyś nie miałam zwyczaju sprawdzać paragonu, wychodząc z każdego sklepu, ale odkąd kilka razy odruchowo to zrobiłam i zobaczyłam niezgodności, teraz za każdym razem studiuję ten mały świstek. Najwięcej uwagi poświęcam paragonom ze znanego sklepu, którego nazwy lepiej nie wymienię, ponieważ to tu najczęściej coś się nie zgadza. Kiedyś ten sklep odwiedzałam częściej. W sumie codziennie robiłam w nim zakupy i bardzo często coś się nie zgadzało. Najczęściej było tak, że inna cena znajdowała się na regale, a inna na moim paragonie. Nie rzadko było tak, że nawet kilka dni z rzędu, źle mi coś nabito. Tu czterdzieści groszy, tam złotówka i się tego nazbiera. Zaczęłam upominać się o swoje, bo tego już za wiele.

Dziś również byłam w tym sklepie na zakupach, bo brakło mi ziemniaków i jajek. Podchodzę do kasy, kolejka jak zawsze, coraz większa, ale drugiej kasy nie otworzą. Stoję więc i czekam, czekam, a w duchu sobie myślę, że zaraz wyjdę z siebie i stanę obok. Wreszcie nadeszła moja kolej, zapłaciłam za zakupy i wychodzę. Sprawdzam jednak paragon, bo weszło mi to już w nawyk. Na paragonie zamiast ziemniaków, nabito mi ogórki! Myślę chwilę, bo może ja taka zakręcona jestem i wzięłam ogórki? Patrzę do mojej taszy, a tam tylko ziemniaki i jajka. Cholera, coś tu nie gra. Wracam, a kasjerka jeszcze głupio się pyta:

- Czy coś się pani nie zgadza? Wzięłam kilka głębokich wdechów, aby nie wybuchnąć i mówię, z lekką ironią, bo jednak do końca nie wytrzymałam:

-Nabiła mi pani ogórki, zamiast ziemniaków :evil:

Kasjerka nacisnęła dzwonek przywołujący chyba kierowniczkę, a ta zwróciła mi różnicę i przeprosiła za kasjerkę.

Takie rzeczy zdarzają się u nas nagminnie. Czasem nawet kasjerki oszukują na dwa złote lub więcej. W ogóle organizacja pracy w tym sklepie jest okropna. Przechodzi klient przez barierki i najpierw szuka, prawie z  nosem przy podłodze, koszyka. Chodzi od kasy do kasy i zagląda ludziom pod nogi. Kiedy już go znajdzie wyrusza na poszukiwania tego, co potrzebuje. Podchodzi do lodówek, bo mleko chce kupić, a tam pustki. W głowie sobie koduje: kupić w innym sklepie i idzie dalej. Chce kupić ziemniaki, ale sam zapach odstrasza. Ziemniakami już tego, co w koszu nazwać nie można. Bierze klient do ręki pomidora, teoretycznie ładnie wyglądającego, ale zaraz okazuje się, że pomidor zaczął się psuć. Kiedy chce wziąć marchewkę, ta wygina się śmiało na wszystkie strony. W końcu klient zniesmaczony i wkurzony idzie do innego sklepu.

Często się zdarzało, że szłam na zakupy bardzo wcześnie rano. Potem zaczęłam chodzić później, ale towaru dołożonego dalej nie było. Półki świecą pustkami, a warzywa odstraszają wyglądem i zapachem. Tylko pogratulować organizacji i zarzadzania. Kolejka czasem jest tak duża, że ludzie stoją między regałami, ale po co otwierać drugą kasę?

Teraz dodatkowo sklep jest czynny całą dobę, więc może w nocy polecę na zakupy i trafię na dobre ziemniaki i pomidory, a i mleko może uda mi się jakimś cudem kupić? Paragony jednak będę sprawdzała za każdym razem i do znudzenia będę się upominała o swoje!

* Zdjęcie z
http://iqshop.com.pl/zakupy-do-domu/