Brakuje mi zwyczajnie czasu. W sobotę jedziemy na wesele, a tu robota rozgrzebana, sukienka nie wyprana, tuż do rzęs nie kupiony i odrosty nie zlikwidowane. Także dziś czeka mnie trochę pracy. Zaraz pędzę do łazienki, by włosy już nie straszyły. Sukienkę muszę wyprać, ale się boję. Zawsze mam pietra, kiedy mam prać takie eleganckie rzeczy. Może wrzucę ją do worka na firany, nastawię pralkę na pranie delikatne i niech się dzieje, co chce? Odkładałam tą czynność na ostatnią chwilę, ale trzeba to w końcu zrobić. Metki nigdzie nie ma z instrukcją, jak prać to cudo. Oby sukienka przetrwała, bo nie zdążę już nic innego kupić.

Wyciągnęłam dziś nawet maszynę do szycia. Umyłam na niedzielę podłogi i teoretycznie jest czysto,DSCN8365 ale testu białej rękawiczki robić nie będę, ewentualnie białych spodni, bo takie muszę skrócić ;) Jeszcze ręczniki obrobić, mężowi rękawy w koszuli skrócić, żeby była z krótkim rękawkiem, a nie z długim, bo ciepło jest. Ani się nie obejrzę, a obiad będzie trzeba robić i po południu ciąg dalszy naszych prac.

Czekamy na wycenę szafy i pawlaczy. Jeden Pan zaśpiewał sobie 2800zł. Nie wiem, czy dużo, ale sprawdzamy jeszcze u faceta, który robił nam meble do kuchni i szafki do łazienki. Zobaczymy, ile on sobie zaśpiewa. Kończymy pomału najbardziej pylącą robotę, mam taką nadzieję, że nic już nowego nie wyskoczy.

Wiem, że pojawiam się i znikam, ale niestety, siła wyższa. Robota czeka.