Dziwna sytuacja mnie wczoraj spotkała. Otóż wybrałam się do kościoła na Mszę, bo zwyczajnie miałam taką ochotę. Chciałam się wyciszyć, pomyśleć, a na rannej Mszy jest do tego najlepsza okazja.  Ludzi mało, bo tylko sześć osób, razem ze mną. Po Mszy, posiedziałam sobie jeszcze w ławce, po czym wyszłam. Nie stroiłam się tym razem. Założyłam jeansy, bluzkę, a w ręce miałam tylko klucze od domu. Czytałam jeszcze zapowiedzi przedmałżeńskie, kiedy zaczepił mnie pewien Pan, wychodzący z kościoła. Zawsze z różańcem w ręce modli się długo. Zawsze w tym samym płaszczu, spodniach, czasem przybrudzonych. Ma jakby swój świat. Niekiedy stanie przed kościołem z Biblią w ręku i zacznie coś wykrzykiwać. Kiedyś wydawał mi się troszkę dziwny, ale nie zwracałam na Niego większej uwagi. Okazało się jednak, że nie pasowały mu spodnie, w jakich przyszłam i uważał, iż powinien mnie o tym poinformować. Gdyby jeszcze zrobił to kulturalnie… Rozmawiałam z Nim spokojnie, bo to nie było odpowiednie miejsce, aby dać upust złości. Chociaż w środku coś mnie kusiło, nie dałam się sprowokować. Byłam stanowcza, ale spokojna. Pan zaczął na mnie krzyczeć, że ja nie przyjmuję Komunii Świętej, tylko „opłatek bożonarodzeniowy”. Mówiąc „opłatek” domyślam się, co chciał przez to powiedzieć, ale „bożonarodzeniowy”? Już chciałam odpowiedzieć, że przynajmniej serce mam czyste, ale ugryzłam się w język. Pan zwracał się do mnie na Ty, może myślał, że jestem jeszcze dzieckiem. Powiedziałam, że mój strój jest moją sprawą. W brudnych lub dziurawych ciuchach nie byłam, wydekoltowana też nie. Pan jednak rozkręcił się na całego. Zaczął głośniej krzyczeć, że ja prowokuję mężczyzn i jestem taka jak inne. Tego już było za wiele. Już miałam odchodzić, ale podeszłam bliżej Niego i mówię cicho i spokojnie:

- Mnie pan zwraca uwagę, a jak pan się zachowuje? Proszę tak nie krzyczeć, bo jesteśmy przy kościele.

Ten Pan, jakby nie słyszał moich słów i dalej się uzewnętrzniał. Chciałam Mu jeszcze kulturalnie zwrócić uwagę, że mnie obraża tym „prowokowaniem mężczyzn”,  i że nie jesteśmy na Ty, ale zrezygnowałam, bo widziałam, że nie da mi dojść do słowa, a tak jak wspomniałam, to nie było miejsce odpowiednie, do takiej wymiany zdań. Powiedziałam więc, że w ten sposób nie będziemy rozmawiać i pożegnałam się, po czym odeszłam.

Dzisiaj, jak widać, nie tylko spódniczką mini czy odsłoniętymi piersiami można prowokować mężczyzn, ale nawet długimi jeansami, a ja jestem jedną z wielu takich prowokatorek. Strzeżcie się Panowie!