Archiwum dla Lipiec, 2014

Klient nasz Pan

Wiem, że ja znowu o tej pracy, ale tak to już chyba jest, że jeśli w życiu człowieka coś się zmienia, to ciągle się o tym nawija. Dzisiaj będzie o moich spostrzeżeniach i obserwacjach dotyczących klientów.

Siedząc „na kasie” mam do czynienia z różnymi ludźmi. A wiadomo, człowiek humory ma, więc czasem się zdarzają jakieś niemiłe sytuacje. Jednak na razie mogę powiedzieć, że więcej jest klientów kulturalnych i uprzejmych. Zwykłe słowo „dzień dobry” czy „do widzenia”, albo też „dziękuję”, a od razu lepiej się pracuje. A jeszcze kiedy klient dwa słowa zamieni, uśmiechnie się, to już w ogóle żyć nie umierać. Nie wymagam jednak rozmów prowadzonych przy kasie, ponieważ pozostali klienci mogliby się niecierpliwić, to zrozumiałe. Na tego typu rozmowy jest czas po pracy. Raz na jakiś czas dwa słowa można zamienić, ale nie rozmawiać z każdym klientem.

Inną sprawą jest, że nie z każdym da się porozmawiać. Niektórych nie stać nawet na to, żeby odpowiedzieć na „dzień dobry”, a co dopiero jakby sami mieli od siebie coś powiedzieć. Czasem zdarzy się klient czy klientka gbur. Ani „do widzenia”, ani „dziękuję”, jakby mieli każdego głęboko w… no tam gdzie słońce nie dochodzi. Już takie osoby rozpoznaję. Kiedy podchodzą do kasy wiem, jak będzie wyglądało kasowanie. Mówię, dzień dobry, a osoba po drugiej stronie ledwo coś burknie pod nosem, jeśli w ogóle wyda z siebie jakiś dźwięk. Kasuję zakupy, podaję kwotę do zapłaty, a klientka lub klient tylko macha mi kartą przed nosem. Wyciągam rękę dając potwierdzenie płacenia kartą oraz paragon i mówię „dziękuję”, „do widzenia” , odwracam głowę, a okazuje się, że do powietrza mówiłam, bo klientki czy klienta  już nie ma. Ani Me ani Be, ani pocałuj mnie w rzyć.

Następną grupą klientów są klienci z ostatniej chwili. Przychodzą 5-10 minut przed zamknięciem na zakupy. Jedni tylko po batona, bo na słodkie ich ciągnie, innych suszy, więc po piwo kursują, ale są też i tacy, którzy robią wtedy duże zakupy. Jest pięć minut po godzinie, kiedy sklep powinien być zamknięty, ale nie można go zamknąć, bo klienci jeszcze robią zakupy. I chodzą między alejkami, zastanawiają się, oglądają, wymyślają, wybrzydzają, żeby wreszcie z pełnym wózkiem podejść do kasy. Za nic mają to, że sklep już powinien być zamknięty, że są w nim tylko oni. Tacy klienci mają czas i gdzieś wszystkich i wszystko.

Szkoda, że u nas nie można pół godziny przed zamknięciem informować o tym klientów i prosić o udanie się do kas, bo przecież klient nasz Pan.

*Zdjęcie z 
http://www.opiekunki.interkadra.pl