Święta za pasem, a  my do niedawna mieliśmy jeszcze wszystko w domu rozgrzebane. Remont zdawał się nie mieć końca, jednak wiadomość o ciąży i moje odejście z pracy przyspieszyły całą akcję. Wreszcie zaczęło się coś dziać. Najpierw mebelki do przedpokoju nam zamontowali, więc mogliśmy ruszyć z dalszym układaniem paneli ściennych. Potem raz dwa demolka starych gratów i „imprezę” przenieśliśmy do dużego pokoju. Ściany mąż z teściem w jeden dzień wytapetował. Tapeta jest jednak taka jaka mi się podobała, regał na książki też przemalowany ze sraczki na czekoladę, a i dywan jest taki jak chciałam. Nie wiem, jak mi się to udało osiągnąć, ale teraz pokój mi się podoba ;) Wczoraj jeszcze kupiliśmy żyrandole (takie, jakie mi się podobały), więc w ogóle jest super. No i wyrobiliśmy się przed Świętami, a myślałam, że to będzie nierealne. Już nawet mam większość posprzątane, zostały tylko drobnostki, no i okna nie umyte, ale ja ich teraz myć na pewno nie będę. Mąż się do nich zabiera, ale ma jeszcze inne rzeczy na głowie i nie wie, jak wszystko pogodzić.

Teraz powinnam na dniach zacząć piec placki do Królewca, żeby zmiękły. Mam na niego wielką ochotę. Potem zostanie masa, biszkopt i sałatka. No może pokuszę się jeszcze chociaż na rożki waniliowo – orzechowe, bo ślinka mi już cieknie ;) Nie będzie w tym roku drobnych ciastek, które tradycyjnie piekłyśmy od kilku lat z sąsiadką, zostanie mi oblizać się smakiem, ale trudno, nie to jest przecież najważniejsze. Muszę też jeszcze ubrać choinkę i dorobić na nią bombek. Pokusiłam się w tym roku na śnieżne, ponieważ za oknem taka szarówka.

Pierwszy raz od kilku lat cieszę się na te Święta ;) A Wy jak daleko jesteście z przygotowaniami?