Zbliżają się ferie. Szkoda tylko, że śniegu nie ma, najbardziej ubolewają nad tym dzieciaki. Bo jak to tak, ferie bez śniegu? Klimat niestety od kilku lat płata nam figle.

Pamiętam moje ferie. Nie wyjeżdżałam na żadne obozy itp. Nie było na to funduszy. Chodziłam na lodowisko, które powstawało co roku na korcie tenisowym niedaleko mojego miejsca zamieszkania. Potrafiłam spędzić tam cały dzień, jedynie z przerwą na obiad. Przychodziłam, przebierałam się, jadłam i śmigałam na lodowisko. To były czasy. Cztery litery nieraz bolały, ale wtedy potrafiłam się podnieść i jeździć dalej. Młoda jeszcze byłam, wiec co się dziwić? Siły i energii miałam dużo, nie to, co teraz.

Pamiętam też, że w szkołach były zajęcia dla dzieci, które nigdzie nie wyjeżdżały. Były to zajęcia chyba głównie sportowe, jeśli mnie pamięć nie myli. Też korzystałam z takich zajęć. Wolałam to, niż siedzenie w domu. Graliśmy w tenisa stołowego, albo w dwa ognie. Ha! To była moja ulubiona gra. Nawet nauczyciele, którzy się nami opiekowali włączali się do gry. Fajnie było. Dużo dzieci korzystało z tych zajęć.

Kiedy indziej chodziliśmy na sanki. Na sąsiednim osiedlu były wielkie górki, znane każdemu dziecku, a nawet tym starszym. Ubrani w kombinezony, czapki, szaliki i rękawiczki, zaopatrzeni w reklamówki, sanki i dupoloty, szliśmy poszaleć. Czasem były one tak oblegane, że nie było gdzie zjeżdżać, a niektóre miejsca posiadały poważne ślady użytkowania. Tłumy zbierały się na tych górkach, a zabawie nie było końca. Nawet mokre tyłki nas nie przegoniły. Dopiero późna pora zaprowadziła nas do domów.

Dziś ferie odbywają się w inny sposób. Śniegu nie ma, więc kogo stać, zabiera dzieci w góry, głównie na narty. Większość jednak rodziców ma „problem” z dziećmi, bo muszą oboje pracować i nie wiadomo co zrobić z pociechami. Czy dzisiaj takie zajęcia w szkole już się nie odbywają? Pamiętam, że u nas były one darmowe.