Wiem, dobrze wiem, że to drugi wpis w tym tygodniu, ale po prostu musiałam.

Właśnie skończyłam czytać „Szepty dzieciństwa” Anny Sakowicz. Książkę tę dostałam w ramach podziękowania za pomoc, za co bardzo dziękuję ;)

387838-352x500[1]Annę znam na razie głównie wirtualnie. Jestem czytelniczką jej bloga od początku. Ma ona specyficzne poczucie humoru, które przyznam szczerze nie zawsze mi się udziela. Każdego bawi co innego, ale nie w tym rzecz. Chodzi o Jej książki, które polecam. „Żółta tabletka” jakoś do mnie nie przemówiła. Nie czułam tego samego, co autorka, jednak „Złodziejka marzeń” i „Szepty dzieciństwa”, to już inna sprawa. Kto nie czytał powinien jak najszybciej nadrobić zaległości. Tym bardziej, że niedługo druga część Złodziejki i mam nadzieję, że tworzy się druga część Szeptów, bo inaczej tego nie widzę.

„Szepty dzieciństwa”, to samo życie. Problemy w niej ukazane zdarzają się nam, zwykłym ludziom na co dzień, ale niektórych z nich można uniknąć. Książka jest w pewnym sensie taką przestrogą, bo powiedzmy sobie szczerze, że często to co dzieje się w książkach utożsamiamy z naszym życiem. Nie będę zdradzała treści. Kto chce, niech sam książkę przeczyta, a powiem, że warto! I nie piszę tego tylko dlatego, że znam autorkę, ale jest to moja szczera opinia.

Książkę czyta się szybko, jeśli ktoś ma czas. Mnie to troszkę zajęło, ponieważ mój dwu i półmiesięczny synuś, nie zawsze pozwolił mi czytać. Zdarzało się, że czytałam w nocy, kiedy mąż podawał dziecku flachę, ponieważ książka wciągała. Jest napisana w dobrym stylu, a żeby dojrzeć literki nie potrzebujemy lupy, jak w niektórych książkach ;)

Powieści Anny Sakowicz to książki, które warto mieć w domowej biblioteczce. Mam nadzieję, że na drugą część „Szeptów dzieciństwa” również można liczyć. Ciekawa jestem, jak potoczą się dalsze losy jej bohaterów. A jeśli Wy jesteście ciekawi, co w tych książkach ludziom się tak podoba, sięgnijcie po nie sami. Innego wyjścia nie ma. Miłego czytania ;)