„Jaki on malutki, już nie pamiętam jak to jest…”

Po ostatnim spotkaniu ze znajomymi, kiedy wieczorem leżałam już w łóżku, a w tle słychać było tylko pikanie Angelcare, sygnalizujące, że syn oddycha i wszystko jest w porządku, zaczęłam rozmyślać o minionym właśnie dniu.

Przy dzieciach czas pędzi jak szalony. Cztery i pół miesiąca temu zostałam mamą. Patrzę więc w lustro, nie żebym nie mogła się doczekać, ale zaglądam na moje włosy, obserwuję twarz. Na pierwszy rzut oka nie widać zmian. Siwych włosów nie ma i zmarszczek na szczęście też nie.  Z ulgą stwierdzam, że jest dobrze i na razie mam jeszcze kontrolę nad upływającym czasem. Bo czy ja wiem, kiedy ten upływający czas będzie widać po mnie? Oby nie szybko.

Leżę tak sobie i próbuję przywołać wspomnienia z okresu ciąży i z momentu, kiedy mój syn miał zaledwie kilka dni. To nie jest proste. Mój mózg zrobił chyba jakiś reset w głowie. Pojemność w pamięci się skończyła i trzeba było pousuwać niektóre wydarzenia, żeby zrobić miejsce na nowe. To jest trochę jak z dziećmi. Podobno w wieku dwóch lat zapominają to, co już było, żeby mogły lokować gdzieś przyszłe wspomnienia. Leżę więc, zamykam oczy, jakby to miało mi pomóc, jednak nie wszystko pamiętam, a jeśli nawet, to jak przez mgłę. Zapomniałam już, jak to jest być w ciąży. Ostatnio w sklepie widziałam ciężarówkę w zaawansowanym stadium i pomyślałam: Ale ona ma fajnie. Ale zapomniałam już, jak drżałam, żeby wszystko było dobrze. Patrzyłam na nią ukradkiem, bo głupio tak gapić się otwarcie i zazdrościłam jej? Nie wiem, jak to nazwać. Ogarnęło mnie dziwne uczucie. Próbowałam odtworzyć w pamięci czas, kiedy ja byłam w ciąży. Odtworzyłam tylko jakieś strzępki wspomnień. Nie pamiętam już jakie to uczucie, kiedy dziecko zaczyna kopać, ruszać się. Nie pamiętam już jak to w ogóle jest chodzić z takim brzuchem, widzieć na USG swoje maleństwo. Zapomniałam też jak to jest czekać, aż się ono pojawi. To wszystko gdzieś uleciało. Zerkałam na tą kobietę i jakoś tak przykro mi się zrobiło, że moja pamięć mnie tak zawiodła.

Nie pamiętam też, jak to było, kiedy mój syn miał zaledwie kilka dni. Pamiętam, że miał pomarszczone dłonie i stópki, z których schodziła jeszcze skóra, pamiętam, że pampers sięgał mu prawie po pachy, ale to są tylko jakieś migawki. Nie pamiętam już, jak to jest nosić na rękach takie maleństwo, nie pamiętam jak to jest przytulić się do takiego maleństwa. Pamiętam za to kolki i naszą bezsilność.

Tak wielu rzeczy nie pamiętam. Moja pamięć uległa jakieś destrukcji czy jak?

Myślałam sobie, że takie rzeczy nie ulatują od tak, że to jest jak z jazdą autem. Myliłam się, bardzo się myliłam. Teraz rozumiem, jak niektórzy nachylając się nad wózkiem mojego dziecka mówili: „Jaki on malutki”, „Ja już nie pamiętam jaki był mój syn/córka, kiedy był jeszcze noworodkiem.” Dziwiłam się, że można nie pamiętać tak ważnych sytuacji z życia, ale teraz już rozumiem, aż za dobrze.