Co jakiś czas, kiedy spotkam się z rodziną mam możliwość obserwowania nowego pokolenia. Moja siostra ma dwójkę dzieci i widzę jak rosną, czym się interesują, co lubią. Obserwuję też dzieci, które gdzieś wokół mnie się pojawiają, a to dziecko sąsiadki, a to inne dzieci latem biegające po dworze, jeśli w tym czasie nie są zajęte graniem na komputerze.

No właśnie, komputer. Niby przydatne urządzenie. Widzimy jak technika idzie do przodu, dziś już w modzie są laptopy. A te wszystkie gry, co się do telewizora podłącza? Są jeszcze tablety, telefony itp. Patrzę na to rozwijające się nowe pokolenie i czasem mnie to przeraża, ale też nie rozumiem tego. Dzisiaj już 2 letnie dziecko potrafi włączyć sobie telewizor czy komputer. Siedzi wpatrzone w monitor i niekiedy niczym nie idzie go od niego oderwać. Takie praktyki zaczyna się już od małego, a potem im dziecko starsze, tym jest trudniej, bo nie chce biegać, bo tylko przed komputerem siedzi albo ogląda bajki, albo gra w gry. Rodzice zaczynają narzekać, ale sami czasem dziecko do tego zachęcają. Pokazują mu co i jak, robią tak nawet dziadkowie.

Są też ludzie, którzy aby nakarmić dziecko, już np. roczne w jednej ręce trzymają łyżeczkę z jedzeniem, a w drugiej telefon, w którym aktualnie wyświetla się bajka i tak to się zaczyna. Dziecko trzeba czymś zająć, żeby zechciało jeść.

To są tylko moje obserwacje, przemyślenia. Nie mam zamiaru się wymądrzać, bo jeszcze dziecka nie mam. Zastanawiam się tylko, dokąd to wszystko zmierza i czy jest w tym wszystkim jakaś granica? Może jestem i będę inna, w sumie zawsze taka byłam, ale będę próbowała innych metod, żeby dziecko czymś zająć. Nie chcę, aby moje dziecko od małego siedziało przed komputerem i świata poza nim nie widziało. Nie potępiam ludzi, którzy tak robią, niech każdy orze jak może, jak jednak spróbuję robić inaczej.