Ciąża rządzi się swoimi prawami. Miewamy różnego rodzaju dolegliwości bólowe, ale też zachcianki i tu najczęściej można wpaść w pułapkę. No bo przecież jestem ciężarówką, więc nie będę sobie odmawiała. Ha! Tak to się właśnie zaczyna.

Długo byłam daleka od objadania się i podjadania, ale złamało mnie uzależnienie od słodkiego i muszę to głośno przyznać. A Pani doktor mówiła: „Ogranicz słodkie”. I ograniczałam, ale do czasu. Przecież inne ciężarówki jedzą i dzieciom nic nie jest… I tak się zaczęło. Tu ciasteczko, tam ciasteczko i boczkami wyszło. Teraz żadne spodnie na dupsko wejść nie chcą. Wciągam brzuch, wciągnąć próbuję też spodnie, ale to na nic. Te ani nie ruszą przez to sadło. Wiadomo, że coś tam mi spadło z wagi od porodu, ale gdzie tam temu choćby do wagi z przed ciąży?

Jak się więc czuję w swoim ciele? Czuję się jak słonica, ociężała, gruba. Najbardziej boli to, że nic na mnie nie pasuje. Gdzie się podział mój rozmiar? To były czasy. I pomyśleć, że wtedy też narzekałam. Ale głupia byłam. Czas jednak wziąć się za siebie. Nie można wiecznie się nad sobą użalać. Samo się nic nie zrobi, a płaszczyk w szafie czeka, taki fajny, dopasowany… Chyba powieszę go sobie na lodówce, jako motywację ;)

Teraz to jest głównie kwestia dobrej organizacji, nad którą pracuję. Zdradzę, że coraz lepiej mi to wychodzi. Kiedy jest ładna pogoda i wychodzę z synem na spacer, kieruję się do parku na siłownie i tam ćwiczę na moim ulubionym sprzęcie, a syn śpi obok. Wykorzystuję też czas w domu i kiedy mały śpi, ja wskakuję na rower. Raz nawet syn dał mi aż pół godziny na ćwiczenia. Wtedy robię jedno przy drugim. Pedałuję i czytam książkę. Ale żeby nie było, że ja taka doskonała jestem, to napiszę, że czasem, gdy jesteśmy w parku, to siedzę na ławce i czytam, bo książki, to moje drugie uzależnienie.

Nie zawsze jednak wszystko da się pogodzić. Są też obowiązki domowe, które również trzeba wykonać, a na nie też potrzeba czasu. Doba jest zdecydowanie za krótka.