Budzę się w nocy i już go czuję. Wkradł się we mnie i miażdży od środka zwój, po zwoju. Ściska mi mózg jak w imadle, a ja nie potrafię się od niego uwolnić. Kiedy leżę, jest jeszcze gorzej, ugniata z lewej i z prawej, jakby mi czaszkę chciał rozwalić. Każdy ruch, sprawia ból, kroki stawiam w zwolnionym tempie, by go więcej nie drażnić. Wstaję, kiedy muszę. Nie umiem myśleć, dlatego dziś wpisu nie będzie. Wybaczcie. Zrobiłam sobie kawę i może ona mi trochę pomoże.