Autobusami jeżdżę rzadko, a właściwie „od święta”. Po prostu, nie mam takiej potrzeby. Kiedyś częściej korzystałam z tego środka transportu. Jeździłam do babci, czasem do koleżanki. Pamiętam, ostatni raz kursowałam między rodzinnym domem, a moim nowym mieszkaniem, obładowana torbami. Wtedy byłam na czasie, a dzisiaj? Aż strach pomyśleć.

AutobusKilka dni temu musiałam pojechać do rodzinnego miasta autobusem, na rozmowę w sprawie pracy. Na samą myśl strach mnie obleciał. Nie tyle na myśl o rozmowie, co o wycieczce dawno nie korzystanym przeze mnie środkiem transportu. Nawet nie wiedziałam ile bilet teraz kosztuje i czy można go kupić u kierowcy, przecież wszystko tak szybko się zmienia. Rozkład jazdy sprawdziłam w internecie. No to w drogę, pomyślałam. Kiedyś trzeba się  przełamać.

Poszłam na przystanek. Podjeżdża autobus i już na wstępie gafa jak nic. Jest przycisk koło drzwi? Jest. A że kiedyś był chyba zielony, a nie czerwony, więc z obawy nie nacisnęłam go. Na szczęście kierowca sam otworzył mi drzwi. Niepewnie unosząc nogi, wchodzę na stopień. Patrzę, a tam barierka, jaką czasem można spotkać w sklepie. Przechodzę przez nią i jak głupia szukam okienka, przez które mogłabym kupić bilet, bo kierowca za szybą siedzi. Miałam wrażenie, że wszystkie oczy pasażerów, zwrócone są na mnie, że na mojej twarzy widać wymalowany strach i niepewność. Bilet zakupiłam, skasowałam i stanęłam w przejściu, ponieważ wszystkie miejsca były zajęte, a poza tym bałam się ruszyć, żeby nie zwracać na siebie już uwagi. Pot spływał po czole, bo w autobusie duszno, a ja nawet nie drgnęłam, tylko oczami wodziłam na lewo i prawo, czy ktoś na mnie czasem dziwnie nie zerka.

W autobusie są przyciski. Na jednych widnieje napis DRZWI,  a na drugich STOP. Kiedyś były tylko jedne rodzaje przycisków. Dojeżdżam na miejsce i naciskam przycisk z napisem DRZWI. Dopiero po chwili się domyśliłam, że chyba zrobiłam błąd. Myślałam, że spalę się ze wstydu. Co dopiero pomyślał sobie kierowca, kiedy pewnie wyświetliło mu się, który przycisk nacisnęłam? Myślałam tylko o jednym, żeby ten autobus się wreszcie zatrzymał i żebym mogła już wysiąść. Kiedy tak się stało, odetchnęłam głęboko, że jakoś przeżyłam.

W drodze powrotnej było już troszkę lepiej, ale jednak stres mnie nie opuścił. Na szczęście przycisku przed wysiadką nie naciskałam, bo przede mną wysiadali inni pasażerowie. Kiedy znalazłam się w domu, czułam się o wiele lepiej, a strach pomału ze mnie schodził.

Tak sobie myślę, że zacofana jestem jak nic. Tyle lat nie jeżdżenia autobusem, a potem nie wiadomo, jak się zachować, jaki przycisk nacisnąć. Przerażające jest to, że to był tylko autobus, a co z innymi postępami techniki? Jednym słowem jestem w czarnej… no wiecie ;)

* Zdjęcie z Wikipedii.