W życiu różnie się układa. Raz jest lepiej, raz troszkę gorzej. Każdy z nas czegoś w życiu szuka. Stawiamy sobie cele, do których dążymy, często metodą małych kroczków. Prób i błędów. Potrafimy wiele wytrzymać, byle swój cel osiągnąć.

Przyszedł czas i na mnie, żeby odpowiedzieć sobie samej, czego chcę, żeby wziąć sprawy w swoje ręce, bo nigdy nie wiadomo, co będzie za rok, dwa, czy też za pięć lat. W tym celu zaczęłam od pracy. Powiedziałam sobie, że będę tak długo dupę zawracała kierownikom jednego z naszych sklepów, że w końcu będę tam pracowała. Oczywiście CV złożyłam również w wiele innych miejsc, ale pracuję tam, gdzie chciałam.

Praca, to był mój cel. Byłam zdeterminowana. Blisko, bez dojazdów, dodatkowy dochód, kontakt z ludźmi( niekoniecznie mam na myśli klientów), same plusy. Tak wydawało mi się do czasu, aż na własnej skórze przekonałam się, jak jest naprawdę. Nigdzie nie jest różowo, ale czy to oznacza, że mam pozwolić, żeby robiono ze mną, co się komu podoba? Zaczynam mieć wątpliwości. Mam jeszcze czas do namysłu, czy gdyby chciano mi przedłużyć umowę, zgodzić się ?

Trudne pytania przede mną, a jeszcze trudniej znaleźć na nie odpowiedzi, bo postawić sobie w życiu cel jest łatwo, ale trudniej jest wytrwać w jego realizacji, kiedy pozna się pewne realia.