Proszę o usprawiedliwienie mojej nieobecności na blogu, w ciągu kilku ostatnich dni, z powodu remontu.

zagubiona

DSCN8347Jak za starych czasów, kiedy mama pisała mi do szkoły usprawiedliwienie ;) Teraz napisałam je sobie sama. Wiem, że ostatnio mnie nie było i bardzo przepraszam, ale z ręką na sercu, nie miałam czasu. W domu mam istny sajgon. Remont się rozkręcił. Mąż miał dwa dni urlopu, do tego był weekend, więc ciągnęliśmy z robotą ile wlezie, padając czasem przy tym na pyski. A pomysł był mój, żeby jednak już zacząć. Dobrze się stało, bo im szybciej zaczniemy, tym szybciej skończymy. Ja walczę już czwarty dzień z sufitem w dużym pokoju. Zdrapuję starą farbę, która odpadała, a mąż w tym czasie robi inne rzeczy, na których ja się nie znam, i w których pomóc Mu nie mogę. Tak więc robotą się dzielimy, a ja nawet doceniona zostałam, więc od razu urosłam. Kilka centymetrów więcej, zawsze się przyda ;)

Pracy jest bardzo dużo, ale dużo już jest zrobione. Drzwi wymienione. Panowie się spisali. Szybko, dobrze i za rozsądną cenę.  Co miało być wykute, też już za nami (chyba). Teraz tynkowanie, gipsowanie itp. Potem czyściejszy etap roboty.

Mąż wrócił do pracy, po króciutkim urlopie, więc mam trochę luzu, wreszcie będę mogła wrócić do ćwiczeń, bo na razie został mi tylko rowerek, późnym wieczorem i mimo zmęczenia. Czyżbym się od nich uzależniła? Na pewno mam wyrzuty sumienia, że nie mam na nie czasu.

Remont potrwa jeszcze długo, ale na razie postaram się pisać w miarę regularnie. Nie będę Was zanudzała postępami, ale napiszę tylko, że za miesiąc mąż ma trzy tygodnie urlopu, więc pewnie znowu zniknę na jakiś czas. Jednak zapewniam, że ja tu jeszcze wrócę ;)