Temat Kościoła powraca jak bumerang.Co rusz media karmią nas nowinkami na ten temat.A to ścigają księdza,który gwałcił i molestował dzieci,a to znowu chcą odwołać jakiegoś księdza,bo otwarcie wypowiada się o in vitro i traktuje Żydów,jak każdego innego człowieka.Ale ja dziś nie o tym chciałam napisać,lecz o spowiedzi św.Nie będę tu nikogo odpytywała z tego,jaka jest Wasza wiara i czy chodzicie do kościoła.To jest indywidualna kwiestia każdego człowieka i nie zamierzam się w to wtrącać.Możecie odetchnąć spokojnie.

Ja jestem osobą wierzącą i praktykującą.Choć wiadomo,jak to z wiarą bywa,czasem jest ona silna,a czasem upada,jednak do kościoła chodzę.Ze spowiedzią św.u mnie jest gorzej,bo rzadko ma ona miejsce.Nie wiem,czym to jest spowodowane,ale podejrzewam o to lenistwo.

Spowiedź św.jest sakramentem,w którym mówimy Bogu o naszych grzechach.Wyznajemy wszystko,co nam na sercu i duszy leży.No dobra,prawie wszystko.Zastanawiam się tylko czasem,dlaczego tak jest.Bo skoro Bóg wszystko widzi i słyszy,to wie doskonale,jakie są nasze grzechy.Po co więc musimy jeszcze je szeptać księdzu w konfesjonale?Dlaczego On ma być wtajemniczony w nasze grzechy?Czy nie łatwiej byłoby,pomodlić się do Boga,przeprosić za wszystko,co złe,za nasze niegodne zachowanie,skoro Bóg i tak wie o nas wszystko?To tak na marginesie.

Kapłan jest tylko pośrednikiem,ale nie wiem jak jest u Was,bo u mnie tych pośredników jest więcej.Przychodzę do kościoła i obserwuję,co się dzieje.Siedzi ksiądz w konfesjonale.Konfesjonał nie jest u nas cały zamknięty,jak w niektórych kościołach,lecz widać księdza,który tam siedzi i duszyczkę,która swoje grzechy Bogu chce wyznać.Zaczynają się schodzić ludzie na Mszę św.i stają po bokach,zaraz przy konfesjonale,gdzie ta duszyczka po cichu szepta grzechy,by duszę swoją oczyścić.Ludzie wydają się niczym nieprzejęci.Stoją i słuchają,co tam kto mówi,a potem na osiedlu już każdy wie,że ta Pani na męża psioczyła,że dziecko okrzyczała,albo nie wiadomo,co jeszcze zrobiła.Ale tak na poważnie,ludziom nic nie przeszkadza,dopóki to się ich samych nie tyczy.Księżom też to widać nie przeszkadza,bo nie zwracają ludziom uwagi.

I tak sobie na koniec myślę,że w kościele Ewangelickim,jakoś to ma ręce i nogi.Podczas nabożeństwa jest wspólne wyznanie grzechów i to wystarcza.Nikt nikomu do uszu „nie pluje”,nikt inny nie podsłuchuje i każdy jest zadowolony,z takiego rozwiązania sprawy.Czy tylko w naszym kościele wszystko trzeba utrudniać?

 

*Zdjęcie z wikipedii.