Podstawą w komunikacji z drugim człowiekiem, jest umiejętność słuchania, ale to chyba wie każdy. Nie każdy jednak umie słuchać. Jeśli już taką zdolność nabędziemy, często nie SŁYSZYMY, co dana osoba mówi, a to są dwie różne sprawy. Najczęściej tą różnicę widać w mediach, kiedy redaktorzy prowadzą rozmowę ze swoimi gośćmi w danym programie. Zadają im pytanie, po czym słuchają, odpowiedzi. Po chwili jednak, zadają znowu to samo pytanie lecz w inny sposób. Dla mnie jest to kolosalna różnica, ponieważ można kogoś słuchać, dać się wypowiedzieć danej osobie, nie przerywać, patrzeć na nią, co jest oznaką szacunku, ale potem nie wiedzieć, o czym ta osoba w ogóle mówi. Tak też niestety często zdarza się w naszych czterech ścianach, czy też na ulicy. Mówimy coś do kogoś, a ta osoba nas słucha. Kiedy jednak skończymy swoją wypowiedź, dajemy dojść do głosu naszemu rozmówcy, uzmysławiamy sobie, że owszem, ta osoba nas słuchała, ale nie słyszała, co do niej mówiliśmy. Rozkojarzenie? Zamyślenie? Przecież dziś tyle jest problemów, nawału obowiązku. Słuchamy, a jednak myślami jesteśmy przy swoich sprawach i cóż się dziwić, skoro każdy taki zabiegany, zapracowany. Marzymy tylko o tym, żeby się położyć odpocząć, zamknąć oczy i nie słyszeć nic. Kiedyś ludzie ze wsi uciekali do miast, bo tam jest więcej możliwości rozwoju, tam się coś dzieje, w mieście życie się toczy, a dziś? Dzisiaj dużo ludzi ucieka na wieś,gdzie jest cisza i spokój, nie ma tego gwaru.

Tak się zastanawiam nad tym, że coraz częściej zatykamy uszy na coraz więcej rzeczy, które dzieją się wokół nas. Jak to się dzieję, że słowa jednym uchem wlatują, a drugim wylatują? Czy my, ludzie XXI potrafimy słuchać i słyszeć?

 

*Zdjęcie z wikipedii!