Zatkany kanalik łzowy, to zmora wielu dzieci. Synuś ma to od urodzenia. Oczko łzawi, a ropa aż z niego kipi. Syn już nie daje sobie tak łatwo jej wybrać i oczka pomasować. Chyba mnie przejrzał i postanowił się zbuntować. Pokazuje charakterek. Wzięłam go sposobem. Tata karmił, a ja w tym czasie dawaj, zabrałam się za oczko. Syn jednak to mądre stworzenie, przejrzał mnie na wylot. Ropa była uciążliwa i dla niego i dla nas. Nie nadążaliśmy jej wybierać, więc ponownie udaliśmy się do okulisty, a ten na następny dzień wyznaczył nam sondowanie kanalika.

Środa. Trzymam się dobrze. Nie myślę o tym, co nas czeka, choć zdaję sobie sprawę, jak zabieg będzie wyglądał. Automatycznie wykonuję wszystkie czynności dnia codziennego. Idę z synem na spacer. On śpi, ja czytam książkę. Oddalam od siebie myśli, by syn nie wyczuł panującego napięcia.

Godzina 14:00. Robię obiad, a myśli już nie dają się tak łatwo odgonić. Wyciągam garnek z szafki, a pokrywka leci mi z rąk. Spoglądam na synka i staram się uśmiechać mimo wszystko, lecz do oczu cisnął się łzy. Przytulam go, mówię do niego, jakby nigdy nic. Wskazówki zegara zdają się przyspieszać. Przychodzi mąż z pracy i pyta: Jak tam? No a jak ma być, jest… ciężko, bo że jest dobrze bym nie powiedziała. Widzi, że próbuję sobie z tym wszystkim poradzić, jakoś się trzymać, więc nie drąży tematu, żebym się nie rozkleiła.

Wyjeżdżamy z domu, a mnie jest coraz trudniej. Wchodzimy do przychodni, w której nagle jakoś ciepło się zrobiło. Biorę synka na ręce, żeby go jeszcze przytulić. Nagle na korytarz wychodzi kobieta wysoka i dobrze zbudowana, ubrana w niebieski fartuch. Kropi synkowi oczko, żeby znieczulić gałkę oczną, po czym zabiera go ze sobą. Całuję jeszcze synka i w tym czasie emocję wzięły górę, łzy zaczęły lecieć. Pani mówi, żebyśmy lepiej poczekali na zewnątrz i tak też robimy. Nie zniosłabym tego wszystkiego siedząc w poczekalni.

Po chwili jedna pacjentka nas woła. Już po wszystkim. Idąc, słyszę jak moje dziecko płacze. Przyspieszam kroku, nie patrząc na nic i na nikogo. Biorę płaczącego syna na ręce i tulę, jak tylko mogę. Nie słyszę już żadnych głosów, tylko przytulam moje maleństwo. Teraz ono jest najważniejsze.

Jeszcze w aucie syn już się uśmiechał. Dziś nie pamięta tego wydarzenia, ale ja matka, pamiętam, ponieważ to było najdłuższe pięć minut w moim życiu.