Nowy dzień zaczął się jak dla mnie o 5. 30. Próbowałam jeszcze przewrócić się na drugi bok, przymknąć oczy i udać , że jest dopiero środek nocy, żeby choć jeszcze trochę pospać. Ot, tak, oszukać rzeczywistość. Rozpłynąć się w błogości. Niestety mały wędrownik w swoim łóżeczku uniemożliwił mi to skutecznie. Słysząc od dłuższego czasu uderzenia o szczebelki łóżeczka, a także kolejne próby przekręcenia się na bok lub brzuszek, które nie odniosły skutku, ściągnęły mnie z łóżka. Nie było sensu dalej leżeć i udawać, że nie słyszę.

Jak zwykle w takiej sytuacji przetarłam oczy, popatrzyłam na godzinę w telefonie, który zawsze mam przy łóżku. Nie żebym czekała, aż ktoś mnie obudzi, bo zadzwoni wczas rano, ale zawsze jakoś bliżej mi do telefonu, żeby sprawdzić godzinę, niż do zegarka, który mąż mam koło siebie. Dźwięk zawsze wyłączam, nauczona doświadczeniami, kiedy to ciocia dzwoniła do mnie z samego rana, żeby sobie pogadać. Boże, co za nieludzka to była pora. Po chwili namysłu podjęłam tą jakże trudną decyzję i wstałam. Zabrałam ze sobą telefon, który zostawiłam w kuchni i przemknęłam do łazienki, żeby jako tako doprowadzić się do stanu nie zagrażającego zawałem serca męża, gdyby mnie zobaczył. Włosy potargane, bynajmniej nie po nocnych igraszkach, tłuste, wymagały wody i szamponu. Kiedy tak stałam pod prysznicem i pozwalałam wodzie spływać po moim ciele, odprężając się przy tym pomyślałam, że chyba (odpukać w niemalowane) możemy trochę odetchnąć. Bakterie w moczu syna wyleczone. Zostały jakieś śladowe ilości, ale to się może zdarzyć. Mogliśmy więc zaszczepić młodego, bo już dwa razy szczepienie okładaliśmy. W prawdzie dostaliśmy skierowanie stałe na badania moczu, które muszę robić synkowi dwa razy w miesiącu, ale to tak kontrolnie, żeby trzymać rękę na pulsie. USG brzuszka też musimy powtórzyć, a swoją drogą ciekawe, czy znowu będzie badała młodego ta ładna Pani doktor, która tak mu wpadła w oko? Z kanalikiem też chyba mamy spokój, ale niedawno nas postraszyło. Był silny wiatr. Wybraliśmy się do znajomych, autem, bo z buta do Katowic raczej byśmy nie zaszli. Syn był więc w nosidełku i tyle miał styczności z podmuchami, co przenieśliśmy go z auta do auta. Na następny dzień patrzę, a z oczka sama z siebie kipi ropa. No nie, myślę sobie, znowu zabieg? Obserwowałam to, oczko masowałam i chyba po dwóch dniach ropa znikła. Do dziś nie ma śladu po niej.

Woda dalej spływała po moim ciele, kiedy nagle z zamyślenia wyrwał mnie płacz synka, który postanowił się już obudzić. Opłukałam się szybko, powycierałam i byłam gotowa. No prawie, bo przecież włosy trzeba jeszcze wysuszyć, ale to już musi poczekać. Ta suszarka kiedyś sprawi, że będę łysa. Nakarmię młodego, zrobię co do mnie należy i zajmę się sobą.