Macierzyństwo wprowadziło w moje życie wiele radości. Każdego dnia patrząc na mojego synka mam łzy szczęścia w oczach. Dokonaliśmy tego! Udało nam się! Czasem jeszcze ciężko mi w to uwierzyć. Nieraz śniłam, że karmię piersią, że idę szczęśliwa na spacer z dzieckiem, że bawię się z nim. To wszystko było jednak snem i nie było widać szans, że sen ten się spełni. Macierzyństwo otworzyło przede mną nowe drzwi do wymarzonego życia. Może brzmi to dosyć dziwnie, ale tego właśnie zawsze chciałam. Marzyłam aby mieć mieszkanie, męża i dziecko. Do szczęścia brakowało nam tylko tego jednego małego człowieczka, który potrafi uśmiechem budzić nas o czwartej rano, zgonić z łóżek, po czym samemu zasnąć z powrotem i spać w najlepsze.

Gdy widzę uśmiech mojego syna, już w pełni świadomy i taki głośny, moje serce również się cieszy i wybacza nawet wczesną pobudkę. Bo jak tu się gniewać na takiego szkraba? Odwzajemniam więc uśmiech i tak się do siebie szczerzymy ;) Wtedy widzę, że te wszystkie lata starań miały jakiś sens. A może tak miało być, że mieliśmy czekać, by teraz móc czerpać miłość od dziecka i dawać mu swoją miłość? Tak właśnie jest, daję synkowi tyle miłości i czułości ile potrzebuje on i ja, bo kiedyś przyjdzie taki dzień, że synuś nie da się tak łatwo przytulić, a każdy skradziony kusik będzie wstydem nie z tej ziemi.

Kiedy byłam jeszcze w ciąży obiecałam synkowi, że jak się urodzi, wyściskam go i wycałuję za wszystkie czasy, więc słowa należy dotrzymać, nie?