Gdzie człowiek głowy nie obróci, tam czyhają różne promocje, pokusy i specjalne oferty, a co jedna, to lepsza. Jak nie w supermarketach, to w telewizji. Każdy orze, jak może, a łatwowiernych nie brakuje. Asertywność w takich sytuacjach, to podstawa, choć czasem nie dać się, nie jest łatwo.

Chciałam przenieść swój numer telefonu do innej sieci. W tym celu udałam się do pewnego salonu, który znajduje się bardzo blisko mojego bloku i wtedy się zaczęło:

- Czy rozmawiała już pani z naszym konsultantem?

- Nie. Odpowiadam zgodnie z prawdą i wiem, do czego pani zmierza, więc dodaję: - Ale nie interesują mnie żadne inne oferty typu abonamenty, nowe telefony, internet itp. Chcę tylko przenieść swój numer do waszej sieci, na kartę.

Pani, jakby nie słyszała, co do niej mówię, wyciągnęła spod lady ulotkę pytając, za ile doładowuję się miesięcznie. Tłumaczę więc spokojnie, że doładowuję się co trzy miesiące daną kwotą, a i tak mi jeszcze zostaje pieniędzy.

- Bo wie pani, mamy taką ofertę( a mi już się ciepło robiło, bo przecież zaznaczyłam, że żadne oferty mnie nie interesują), że przy miesięcznym doładowaniu za określoną kwotę, dostanie pani od nas telefon, dostęp w nim do internetu i… dalej już się wyłączyłam. Wzięłam głęboki oddech i mówię spokojnie:

- Przepraszam, ale muszę pani przerwać. Nie interesują mnie inne oferty, internety i telefony. Ten telefon, który mam, jest wystarczający, dobrze się sprawuje i nie jest taki stary. (A że nie smartfon? Dodałam już w myślach) Mnie innego nie potrzeba, a tak jak mówiłam, doładowuję się co trzy miesiące, a i tak pieniądze mi jeszcze zostają.

Pani popatrzyła wielkimi oczami na swoją koleżankę i z uśmiechem mówiącym, że jestem wymarłym gatunkiem. Patrzy i się uśmiecha, bo nie wie, co zrobić. Pytam więc w czym problem, czy w tym wypadku nie da się przenieść mojego numeru?

- Nie, nie, da się. Chciałyśmy panią tylko namówić na naszą ofertę, bo jest naprawdę korzystna.

- Tak wiem, ciągle ktoś mnie chce na coś namówić, ale mnie interesuje tylko to, z czym tu przyszłam.

Pani dała wreszcie za wygraną i zabrała się za przeniesienie mojego numeru telefonu do ich sieci. Jak widać wszystko można.

Wypełniłam kilka druczków, zapytałam o kilka rzeczy i wyszłam z salonu po około piętnastu minutach, oddychając z ulgą, że mam to już za sobą. Niedługo przyjdzie do nich drugi wymarły gatunek, mój mąż. Ciekawe, jak zareagują te panie.