Odkąd złożyłam oficjalną deklarację, że ja, Zagubiona biorę się za siebie, minęło troszkę czasu. Chyba byłam wtedy pijana albo miałam zaburzoną psychikę, że połakomiłam się na takie wyznanie. Teraz nie ma zmiłuj się, a nie jest łatwo. Lenistwo bierze górę. Brak mobilizacji i systematyczności. Pojawiają się pytania, a po co mi to? Próbuję się usprawiedliwić, że przecież każdy mi mówi, że jestem szczupła, że nie mam z czego się odchudzać. Bla, bla, bla… Mało kto jednak widział mnie w bikini. Masywne uda, które idąc, robią fale, kolan prawie nie mam, brzuch, jakbym była w ciąży. Swoją drogą ciekawe, czy każdy miałby takie samo zdanie, gdyby zobaczył mnie w stroju kąpielowym, wątpię.

Wczoraj byłam na aerobiku. Dziś o dziwo żyję i ruszam się całkiem dobrze. Wchodzę na salę, rozglądam się po paniach, które również przyszły poćwiczyć. Było dużo pań, większych ode mnie, w sensie szerszych, bo we wzroście każda mnie przewyższa ;) Biorę matę, podpisuję listę i zajmuję miejsce. Modlę się, żeby nie paść. Zaczynają się zajęcia, muzyczka gra, a ja po kilku ćwiczeniach, jestem mokra jak szczur, ale przecież nie mogę zwolnić, bo „wszyscy” patrzą. To się chyba nazywa zdrowa rywalizacja? I dalej podnoszę kolana kiedy trzeba, ćwiczę uda, kiedy taki „rozkaz” dostaniemy i nie ma, że boli. Chwila przerwy na łyk wody i otarcie potu z czoła i wracamy do ciężkiej pracy, ale teraz na mięśnie brzucha i dupsko. Z tymi ćwiczeniami na brzuch jest gorzej, bo ja je trochę źle wykonuję. Zrobię kilka skłonów i boli mnie krzyż oraz kark. Pytałam instruktorkę o to i dała mi kilka porad. Ćwiczymy dalej i nagle… koniec :) Dotrwałam jakoś. Następne spotkanie w środę.

Dopiero wczoraj odważyłam się stanąć na wagę i się przeraziłam. Przy wzroście 1, 56 cm, ważę 56,5 kg. Niedawno było 55 kg. Zdjęć jeszcze sobie nie zrobiłam i nie pomierzyłam się, ale mam taki zamiar.

Dziś mam zamiar poćwiczyć w domu, ale zamiar zamiarem, a mobilizacja idzie swoją drogą. Skręca gdzieś w boczną uliczkę, nagle znika z pola widzenia i zostaje sam zamiar, ale bez mobilizacji, ani rusz. Ciężko jest, ale staram się nie poddawać. Mam nadzieję, że wytrwam.