Ostatnio mam jakieś trudne dni. Wszystko, co się dzieje wokół, rozprasza mnie, powoduje rozdrażnienie. Nawet najmniejsza rzecz, potrafi czasem wyprowadzić z równowagi. Słońce świeci, pogoda wręcz wymarzona, a ja? Jakbym była gdzieś obok. Ciężki czas  ostatnio przed nami, więc może to jest powodem mojego rozdrażnienia? Najlepiej, to siedziałabym w lodówce. Nie dlatego, że tam chłodniej, ale dlatego, że mogłabym zajadać stres i nerwy, co czasem mi się zdarza. 

Chcę coś zmienić, ale  nie wierzę, że to ma sens, że może być inaczej. Zostawiam więc swoje „chcenie” i żyję dalej tak, jak wcześniej. Chcę się zabrać za coś, ale nie wierzę, że mi się uda i tak żyję złudnymi marzeniami. Moja samoocena spada do minimum. Wkurza mnie wszystko, a najbardziej to, że nawet nie mam gdzie rozłożyć deski do prasowania, nie mówiąc już o maszynie, żeby skrócić sobie spodnie. Kiedy schylę się po coś, walę głową w coś innego. Najnormalniej w świecie mam już dość tego remontu, ale też wielu innych rzeczy. Wszystko mnie drażni, nawet to, że muszę wstać z łóżka. Drażnią mnie moje masywne kolana, które w sukience troszkę krótszej wyglądają ohydnie. Drażni mnie to, że  chcę iść biegać, a nie umiem się do tego zabrać. Przebiegnę kilka metrów i dupa blada. Padam na pysk i myślę, na co mi to? Pierdolę, nie biegam, bo i tak biegnąc wyglądam, jak pokraka jakaś. Chciałabym być w czymś dobra, ale…wiecznie są jakieś „ale”, że ja tego nigdy nie robiłam, a jak coś spierniczę, to stracę kasę, że i tak mi to nie wyjdzie. Tak! Jestem babą z kompleksami!

A może to tylko jakiś gorszy dzień? Muszę się jakoś pozbierać. Proszę o wyrozumiałość, Valused zakupiony ;)